sobota, 22 września 2012

Kadetowe wspomnienie wakacji

 "Obiecałem Czarnemu, że nie pisnę słowa jak spędzaliśmy pewien letni weekend... 
ale jakoś ciężko utrzymać mi ozorek za zębami na samo wspomnienie tamtych dni!

...a tak swoją drogą - chyba jestem kryty, bo przecież nie rozpowiadam, 
a jedynie - wklejam fotkę - tak czy nie? ;-)

ha(u) ha(u) ha(u) !

Sami oceńcie - Wasz KADET "


niedziela, 16 września 2012


Mam na imię ADELKA.
Jestem grzecznym kotem w kolorze marmurkowym.
Korzystam z kuwety, toleruję dzieci i psy, lubię się bawić.
Jem suchą karmę, sypiam na kanapie lub w swojej budce.
W dzień lubię obserwacje na balkonie.


 
W dniu 8.07 znalazła mnie p. Agnieszka... a właściwie to ja znalazłam Ją.
Siedziałam podczas burzy pod drzwiami klatki schodowej i czekałam, tak na prawdę sama nie wiem na co... czy bardziej chciałam, żeby przestał padać deszcz
i grzmoty ucichły czy, żeby ktoś zabrał mnie do ciepłego domu... ale nikt się przy mnie nie zatrzymał. Dopiero ta Pani zwróciła na mnie uwagę. Powiedziała, żebym poszła do swojego domu, bo jak będę tutaj nadal gdy wróci ze spaceru z psami to będzie musiała mnie zabrać z tego zimnego betonu...


Była miła a Jej ręka ciepła i delikatna... 


pomyślałam, że poczekam i zobaczę co się wydarzy. 
WRÓCIŁA! Tak jak obiecała!
Weszłam za Panią do środka - więc tak jak mówiła -zabrała mnie do domu...


Po 2,5 miesiącach "znalazła się" moja pierwsza właścicielka. 
Pani Agnieszka opowiadała, że zadzwoniła, podpytała, umówiła się na obejrzenie mnie i...przepadła. 

Zapewne upewniła się, że jestem w dobrych rękach i "uleczyła" swoje wyrzuty sumienia... 

Z jednej strony szkoda, bo myślałam, że wrócę na "stare śmieci", ale...
 wydaje mi się, że tamta Pani mnie już nie kocha. 
Straszne uczucie ... :-(

Szukam nowego domu!

Tel. 500 - 596 - 485

sobota, 15 września 2012

Postanowiłem, że teraz będę sam pisał o sobie!
Tak więc...

Nazywam się Kadet Michosław Wspaniały, 
a to mój - jedyny w swoim rodzaju - węszynosek...
szkoda, że nie ma policzka do którego mógłbym go przykleić :(



Moją życiową misją jest wytropienie Ciebie mój Drogi Przyjacielu!
Od 2 lat nie poddaję się ni trochę... choć wąchałem już rąk wielu...

Lecz me serce nie drgnęło jeszcze...
w odpowiedzi na drganie 
tego jedynego - TWOJEGO, mój Panie!

 Nagrodą dotychczas mi daną - 
są dobre serca, które mi ofiarowano.

Dzięki nim mam tymczasowy dach nad głową
 i pełną miskę - zamiast garnek pusty...
 
Chociaż cóż to za radość z tej rozpusty, 
kiedy w sercu najważniejszy kącik wciąż pusty???